• Wpisów:46
  • Średnio co: 21 dni
  • Ostatni wpis:2 lata temu, 06:33
  • Licznik odwiedzin:1 739 / 1017 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 

byłam wczoraj u dietetyka.

waga stoi w miejscu, ale przyznam, że pofolgowałam sobie ostatnio. po badaniach okazało się jednak, że pomimo, iż waga stoi w miejscu to zmieniły się proporcje: mniej tkanki tłuszczowej a więcej mięśniowej.

ostatnio mam problem z kolanem, rower na co najmniej 3 tygodnie idzie w odstawkę (zalecenie ortopedy). czas więc zmobilizować się na basen.

wydawało mi się, że jak będę miała mniej zajęć popołudniami to znajdę więcej czasu na przygotowywanie sobie posiłków. a tu doopa - mam jeszcze więcej zajęć, bo doszło pisanie sprawozdań, podsumowań, zestawień, raportów i cała masa zajęć związanych z zakończeniem przedszkola mojego T. i szkoły podstawowej M. miałam się nie angażować a jak zwykle latam i załatwiam i wkręciłam się w organizację na całego

także ten, pani dietetyk nie pochwaliła ale też i nie zganiła. przeanalizowała jadłospis, który dałam jej ostatnio i stwierdziła, że za mało w tym mięsa i ziemniaków. reszta jest ok.

zmykam więc zrobić sobie jakąś zdrową kanapkę do pracy
 

 

nie piszę ostatnio, co zjadam, bo generalnie opieram się na tym jadłospisie, który sobie przez miesiąc wypracowałam.

dziś byłam u endokrynologa.
wyniki tarczycy mam w porządku, mam zrobić usg, żeby sprawdzić, czy mi się guzki nie powiększają.

jeśli chodzi o cukrzycę - mam porozmawiać z panią dietetyk o ustalenie diety opartej na produktach o niskim indeksie glikemicznym i wtedy zmniejszyć dawkę przyjmowanych leków o 1/3.

a teraz kończę jeść lody* i zmykam wreszcie wypoczywać.


* ponoć żeby strawić porcję lodów o wartości 100 kalorii organizm musi spalić około 105 kalorii. czy z tego wynika, że jedzenie samych lodów odchudza?
 

 

no i minął tydzień, sama nie wiem kiedy.

ale tak to jest, jak się córkę do komunii szykuje, przygotowania, zapięcie wszystkiego na ostatni guzik, dopilnowywanie, żeby wszystko było ok.

no cóż, wrócił stary nawyk zajadania stresu, niestety pocieszający jest tylko fakt, że waga stoi w miejscu i nie przytyłam przez to podjadanie.

wracam na właściwe tory: dieta, rower i zaczynają mi się wreszcie zwalniać popołudnia na basen.
 

 

tak mi się dziś w nocy popieprzyły godziny, że zamiast o 5.50 wstałam o 4.50 (z pretensjami do budzika, że nie dzwoni) i o 4.55 trzaskałam brzuszki
 

 

nie stanęłam na wagę ani wczoraj ani dziś. nie sprawdzam, bo po wczorajszej komunii i przepysznym jedzonku jakoś nie chcę się denerwować a tak na poważnie to zupełnie mi z głowy ważenie wyleciało, więc poczekam sobie spokojnie do przyszłego tygodnia.

ale chyba jest dobrze, bo założyłam dziś spódnicę, która w szafie leżała jakieś 2, może 3 lata, i czekała, że może kiedyś... no i się doczekała
 

 

dzień przeprowadzki w pracy, wyjazdowych zakupów popołudniowych, ogólnej bieganiny i znów jedzenia w biegu.
nie lubię tak.

przez ten miesiąc mój organizm bardzo przyzwyczaił się do jedzenia o określonych godzinach i jak nie zjem na czas - ssie mnie w żołądku. i wtedy mam ochotę zjeść konia z kopytami

I ŚNIADANIE - 6.45

jogurt owocowy z prażonym słonecznikiem

II ŚNIADANIE - 8.45

bułka drożdżowa z rodzynkami

PRZEKĄSKA - 12.30

chleb z pasztetem i ogórkiem kiszonym

OBIAD - 15.00

żurek z jajkiem i kiełbasą

PRZEKĄSKA - 18.00

gofr z bitą śmietaną (dzieci jadły to ja też )

KOLACJA - brak
 

 

I ŚNIADANIE - 6.45

jogurt owocowy z drobno posiekanymi orzechami

II ŚNIADANIE - 10.00

pieczywo ciemne (2 kromki) z pasztetem i ogórkiem kiszonym

PRZEKĄSKA - 12.30

koktajk z bananów i mleka 1,5%

OBIAD - 16.30

sałatka z lodowej sałaty, ogórka świeżego, serkiem feta, z suszonymi ziołami, oliwą z oliwek i prażonymi pestkami słonecznika

PRZEKĄSKA i KOLACJA - właściwie brak
  • awatar Pompoluch: W porównaniu do początku diety, to mało zjadłaś.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 

miałam dziś takiego wqurwa, że ze złości zjadłam 2 czekoladki, choć miałam ochotę zjeść dwa pudełka czekoladek.

no cóż, zmiana nawyków to jedno, ale walka ze stresem to u mnie zupełnie inna historia.

I ŚNIADANIE - 6.45

jogurt owocowy (malina, truskawka) i garść posiekanych orzechów

II ŚNIADANIE - 10.10

bułka grahamka, serek wiejski i pęczek rzodkiewek

PRZEKĄSKA - 14.00

koktail z 2 bananów i mleka 1,5%

OBIAD - 17.00

bułka francuska z jabłkiem, mały jogurt owocowy

KOLACJA - 19.00

parówka z musztardą i sałatka z pomidorów, czerwonej cebuli i jogurtu naturalnego
 

 

pani dietetyk była ze mnie bardzo zadowolona.
i ja z siebie też
 

 

nie lubię poniedziałków

nie, nie dlatego, że to początek tygodnia, że do pracy się nie chce.
ja nie lubię poniedziałków dlatego, że to bardzo rozbity dla mnie dzień. w pracy od 7.30. do domu wracam koło 21. ponad 3 godziny w samochodzie. nie umiem się zorganizować i to właśnie w poniedziałki moja dieta lega w gruzach.

wczorajszy bilans:

I ŚNIADANIE - 6.45

jogurt owocowy (maliny, truskawki) z płatkami owsianymi

II ŚNIADANIE - 10.00

chleb pszenny z serkiem kanapkowym, szynką i sałatą

PRZEKĄSKA - 12.30

pomarańcza

OBIAD - 14.30

kubek rosołu (w cale mi się jeść nie chciało)

PRZEKĄSKA - 17.00

croissant maślany i jogurt pitny owocowy

KOLACJA - 21.40

bułka ciemna z wędliną i ogórkiem kiszonym



a teraz dopijam herbatkę i zmykam na wizytę do dietetyka
 

 

intensywny to był weekend.
dużo się działo, dużo ludzi przewinęło, dużo wyjazdów, rozjazdów, przebywania poza domem, jedzenia w różnych miejscach i o różnych porach.

bilans jest taki, że dziś, w 25 dniu diety mam mniej 5,5 kg.

pofolgowanie sobie troszkę w weekend nie zmieniło tej wagi na plus. mimo mniej zdrowego jedzenia starałam się zmniejszać porcje, zjeść więcej warzyw, troszkę więcej się poruszać.

jutro wizyta u pani dietetyk. zobaczymy, co powie na mój spadek wagi (wg niej miało być 2-3 kg.). w razie czego będę się tłumaczyć
  • awatar cukrzycowo: @Pompoluch: no przecież sobie już zrobiłam - kupiłam 2 kiecki :D
  • awatar Pompoluch: gratuluję Kochana! powolutku do celu :* zrób sobie jakąś nagrodę za te 5kg :)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 

rozmawiałam wczoraj ze znajomą. wie, że jestem na diecie. i zapytała mnie, co ja zrobię teraz, jak mam w maju 2 komunie i jak np. w gości idę.

no cóż, nie jestem na diecie ścisłej, że coś tam mam absolutnie zabronione. dlatego uważam, że zgrzeszyć od czasu do czasu mam prawo i to bez wyrzutów sumienia.

po pierwsze będąc w gościach czy na jakiejś imprezie nie mam zwyczaju "jeść, bo w domu tego nie mam" i opychać się do oporu.
po drugie to, że ja jestem na diecie wcale nie oznacza, że wszyscy dookoła muszą się pode mnie podpasować i gotować specjalnie dla mnie. zjem to, co będzie podane. nic mi się nie stanie, jak od czasu do czasu zjem mięso smażone zamiast pieczonego czy duszonego, albo coś z majonezem czy też śmietaną. nie umrę, i nie przytyję od jednego dania od razu znowu 10 kg.

dlatego nie demonizuję majowych imprez i spotkań towarzyskich. a nawet, jeśli na stole nie znajdzie się zupełnie nic, co by mi pasowało kulinarnie (już raz na takiej imprezie byłam ), to nawet jak nic nie zjem to przez te kilka godzin na pewno z głodu nie umrę
  • awatar Ailla de Golvan: w sumie to wszystko zależy od człowieka. Jednemu nie zaszkodzi "raz na jakiś czas", a u innego może stać się zbyt częstym zjawiskiem
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 

I ŚNIADANIE - 9.00 (bo błogie lenistwo poranne było)

bułki (mieszane) z wędliną, żółtym serem, jajkiem na twardo, sałatą i pomidorem

PRZEKĄSKA - 11.00

kawałek wczoraj pieczonego ciacha z truskawkami, świeże truskawki i kubek kawy z mlekiem 1,5%

OBIAD - 14.00

duszona w piekarniku łopatka wieprzowa i miks zielonej i fioletowej sałaty z rzodkiewką, szczypiorkiem i śmietaną 12%

PRZEKĄSKA - 16.30

koktail z jogurtu, truskawek i banana
lody (bez dodatków) z mac kwaka

KOLACJA - brak

rower i trochę za mało wody
 

 
no i mamy maj
yupi, yupi i huraaaa

i choć dzień powitał nas deszczem - to jeszcze przed południem wypogodziło się na tyle, że dzieciaki po dworze w samych bluzach ganiały a ja tylko w cienkim polarze wieczorem na rowerze śmigałam.

a nawiązując do tytułu postu - to przetestowałam różne formy aktywności. nie pisałam o tym, bo mi wstyd trochę było, że po 1 czy 2 próbach się poddaję
wyszło mi na to, że rower i basen są dla mnie najlepszą formą aktywności. przy czym basen wymaga jednak co najmniej 1,5 godziny (z sauną to nawet i 2) - licząc dojście, suszenie i powrót. więc basen może 1 w tygodniu. a na rower codziennie te 30-40 minut bez problemu udaje mi się znaleźć.

więc tego ten - rower wchodzi na stałe do rozkładu dnia
 

 

dziś był dzień robienia badań i wyników. w związku z tym w przychodni spędziłam prawie 3,5 godziny. najpierw ponad godzinę stałam w kolejce do laboratorium, potem po pobraniu krwi i wypiciu glukozy czekałam 2 godziny na drugie pobranie. zanim umówiłam się na wizytę kontrolną - znów minęło prawie pół godziny. byłam już tak głodna (bo dobiła 11.30 zanim wróciłam do domu) że opiłam się koktajlem z bananów, truskawek i jogurtu naturalnego - że aż zgagi dostałam

ponieważ popołudnie było w dużym biegu koło 16.00 zjadłam tylko hod-doga z żabki (syn mi kupił i na zajęcia podrzucił).

a teraz wieczorem upiekłam rodzince ciacho z truskawkami i kruszonką (pyyyyyyyszne) i nie mogłam się powstrzymać, żeby kawałka nie zjeść
 

 

I ŚNIADANIE - 6.45

jogurt owocowy musli z dodatkiem płatków owsianych

II ŚNIADANIE - 9.30

chleb pszenny z szynką białą, serkiem kanapkowym i zieloną sałatą

PRZEKĄSKA - 12.30

pomarańcza i 6 duuuużych truskawek

OBIAD - 15.00

2 kawałki pizzy hawajskiej

PRZEKĄSKA - 18.30

kalarepka



a jutro od rana jadę zrobić wyniki zalecone przez panią dietetyk ale też i przez endokrynologa, bo obie wizyty już niedługo.
 

 


TRUSKAWKI ! ! ! ! ! ! !

 

 

ból głowy
ból gardła
ból ucha
katar
i brak apetytu

jem, bo wiem, że powinnam
ale nie dość, że mi nic nie smakuje to jeszcze wszystko mnie boli przy gryzieniu i połykaniu...

chlip, chlip, chlip
 

 

grypa rozłożyła mnie na łopatki

prawie cały dzień spędziłam w łóżku. co nie znaczy, że leniuchowałam. napisałam całe stado maili, pism, wykonałam kilkanaście telefonów.

jadłam, bo wiem, że powinnam, choć wszystko smakuje jak rozmiękła tektura

I ŚNIADANIE - 6.45

jogurt owocowy z musli z dodatkiem płatków owsianych

II ŚNIADANIE - 10.00

chleb orkiszowy z serkiem kanapkowym, sałatą, zielonym ogórkiem

PRZEKĄSKA - 13.00

kubek gorącego rosołu

OBIAD - 15.30

kawałek pieczonego udka z kurczaka i ogórek kiszony

PRZEKĄSKA - brak

KOLACJA - 19.00

jogurt owocowy jogobella
 

 

dziś niedziela, czyli idealny dzień do leniuchowania, długiego spania i rodzinnego gotowania. oczywiście w związku z tymi wszystkimi czynnikami i pory posiłków się pozmieniały.

ŚNIADANIE - 9.00

chleb z pastą rybną (ryba wędzona z serkiem wiejskim i jajkiem ugotowanym na twardo, z dodatkiem ketchupu - wszystko zmiksowane) i z sałatą

PRZEKĄSKA - 11.00

jabłko

OBIAD I DANIE - 13.00

mała miseczka rosołu z własnoręcznie robionym makaronem

OBIAD II DANIE - 16.30

pieczone w rękawie udko z kurczaka i "mizeria" z ogórków kiszonych

i czułam się tak pełna, że nie było ani przekąski, ani kolacji.

teraz za to siedzę i wcinam kalarepkę

a przed chwilą wróciłam z mężem z tesco. uwielbiam zaglądać u nich do lodówek z przecenami. jogurty, kefiry, serki kanapkowe - wszystko ze zbliżającym się terminem ważności i dlatego za grosze. dosłownie za grosze.
taaaak, to lubię
 

 

kolejne 2 kg w dół

syn (lat 12) powiedział, że jest ze mnie dumny
 

 

przegapiłam wczorajszy dzień, ale nie mam zapisane co jadłam i przyznam, że nawet bym nie odtworzyła z pamięci. za dużo się działo, żeby pamiętać
a że przed samym zamknięciem poczty odebrałam polecony z uczelni - przysłali mi świadectwo ukończenia podyplomówki - jedno co mogę stwierdzić na pewno, to odrobina wina półsłodkiego wieczorem

I ŚNIADANIE - 7.50

musli

PRZEKĄSKA - 10.30

jabłko

OBIAD - 14.00

pierogi ruskie domowej roboty (4 sztuki) z kubkiem zimnego mleka 1,5%

PRZEKĄSKA - 17.00

galaretka owocowa

KOLACJA - 20.00

mały jogurt ze zbożami, figą i morelą suszoną